2.08.2015

mysterious 6: HunHan

mysterious 6.
Bohaterowie: Oh Sehun, Xiao Luhan.
Typ: AU, fluff.
Uwagi/ostrzeżenia: Luhan jest starszy od Sehuna o 6 lat.

Coś mi się spieprzyło z tabulatorami, ale nevermind, naprawię do jutro. Pewnie niektórzy nie będą uszczęśliwieni, bo dodaje M., a nie B., ale... ;_;
Miłego czytania w każdym razie. Mam nadzieję, że trochę wzbudzi w Was to ciepła.


Gdy byłem bardzo młody i przy okazji chory, pamiętam, że mama zawsze opiekowała się mną tak zapalczywie, jakbym miał umrzeć z powodu tej choroby. Nieważne, czy było to zwykłe, niewinne przeziębienie czy może zapalenie płuc. Niestety byłem dość chorowitym dzieckiem, w dodatku jeszcze nie rozumiałem, ile przysparzam rodzicom kłopotów i nie dbałem o zdrowie, w każdym razie nie tak bardzo, jak powinienem w rzeczywistości.

Wciąż nie mam dzieci i wciąż nie jestem do końca pewny, jakie to uczucie, gdy one chorują, chociaż w ostatnich okolicznościach mogłem doświadczyć choćby namiastkę. Nie ma co mówić o tym, że martwiłem się o jego życie, ale – martwiłem się i chciałem się opiekować. Wzbudzić w nim poczucie, że jest ktoś, kto będzie się nim opiekował. Nigdy bym nie przypuszczał, że to takie ważne, ta świadomość. Teraz mogłem jedynie dziękować matce, że nauczyła mnie wszystkiego.

Choroba Oh Sehuna, jak już wspominałem, nie była śmiertelna, ale nie okazała się tylko przeziębieniem, jak myśleliśmy na początku i beztrosko zbagatelizowaliśmy. Wpierw nie było to nic poważnego, trochę kataru i chusteczek higienicznych, kaszel, nie do końca przespane noce i takie tam. Jestem pewny, że każdy tego doświadczył w swoim życiu, nieważne ile ma lat. Po jakimś czasie dolegliwości ustały, mimo iż leczone pobieżne, aczkolwiek skoro przeszły, to czemu mielibyśmy nadal się tym przejmować? Zapomnieliśmy.

Nie trwało to jednak długo. Choroba przewlekle wracała. W jednym tygodniu kaszel, w drugim bolące gardło, aż skończyło się na gorączce. A właściwie zaczęło – wycieczki do lekarzy, wydane pieniądze na leki, przespanych nocy jeszcze mniej i tak dalej. Niby normalna kolej rzeczy, ale taki rozwój wydarzeń paraliżował moją pracę, a tym bardziej życie studenta, który musiał przecież zdawać egzaminy i, przede wszystkim, uczyć się na nie. W dodatku to był chyba cud, że się nie zaraziłem. Wtedy moglibyśmy umierać sobie przynajmniej wspólnie. Romantycznie, nieprawdaż?

Nie tylko jego edukacja cierpiała, także stan czystości mieszkania (jedzenie pozostało takie same, nie tylko ja jestem okropnym kucharzem; szkoda, że miłość nie wpływa na talent kulinarny). Cóż, robiłem co mogłem i jak mogłem, czekając aż wyzdrowieje.

Wszedłszy pewnego wieczoru do sypialni, zastałem go płytko śpiącego. Tak płytko, że nawet cisze trzaśnięcie drzwiami sprawiło, że uchylił powieki i spojrzał w moją stronę. Serce mi się kroiło na kawałki.

- Przepraszam – mruknąłem. – Nie chciałem cię zbudzić.

- Przecież śpię całymi dniami – odparł z wyraźnie słyszalną chrypą. Wcześniej w kuchni przygotowałem herbatę, jeden kubek, co prawda, w założeniu mający być mój, ale bez wahania postanowiłem, że oddam go Sehunowi. Podszedłem bliżej, położyłem gorący napój na szafce i westchnąłem. Niedawno wróciłem z pracy i byłem skrajnie zmęczony – był piątek, więc cały trud tygodnia właśnie skumulował się i opadł z moich ramion. Mimo wycieńczenia, poczułem się zrelaksowany. Mimo iż wiedziałem, że powinienem jeszcze uporządkować mieszkanie, tylko stałem i spoglądałem na chłopaka. Ten z kolei mruknął przeciągle i przekręcił głowę w moją stronę.

- No nie stój tak, połóż się.

- Powinienem coś jeszcze zrobić… - zaprotestowałem. Miałem trochę wyrzutów sumienia. Nie uzależniłem się od niego za bardzo?

- Daj spokój – skwitował. – Jak wyzdrowieję, zajmę się tym.

Pociągnąłem nosem. Nawet nie wiedział, że dobił mnie tym zdaniem – tak bardzo, że usiadłem z wrażenia. A skoro już to zrobiłem, pozostało mi się tylko położyć obok jego rozgrzanego ciała. Kolejna gorączka?

- Jak się czujesz? – zapytałem.

- Lepiej. – Zakasłał. Prychnąłem.

Szturchnąłem go łagodnie w ramię. – Mógłbyś już wyzdrowieć, cierpię.

Zaśmiał się cicho; na szczęście nie stracił jeszcze humoru. – Przepraszam?

- Nie wybaczam – odpowiedziałem żartobliwie i podciągnąłem się trochę tak, by móc na wpół siedzieć i leżeć. Sehun w chwili położył głowę na moim brzuchu, zupełnie jak oczekiwałem, a ja tylko otoczyłem ją ramieniem.

- Przez ciebie nie chce mi się nawet teraz wstać, a co dopiero myć – rzekłem nieco sennie. – A miałem ochotę na długą, gorącą kąpiel…

- Więcej zarazków w tym łóżku nie będzie. Poza tym ja jestem gorętszy.

Zaśmiałem się głośno, po prostu nie mogłem się nie zgodzić. I cóż mogłem zrobić? Zsunąłem się niżej i zasnąłem wraz z Sehunem uczepionym mojego boku.

***

Obudziłem się zdecydowanie za późno, niż bym planował. Zamrugałem kilkakrotnie do sączącego się przez okno słońca, następnie przewróciłem się na drugi bok i miałem zamiar spać dalej, ale wtedy uświadomiłem sobie, że chyba zapomniałem o czymś ważnym.

Rozbudziłem się w sekundę i w momencie podniosłem do pozycji siedzącej.

- Sehun? – mruknąłem, rozglądając się po bokach. Nie było go. Nie panikowałem, rzecz jasna, bo gdzie mógł wyjść chory człowiek? Chyba nie po bułki do sklepu. Najbliższy spożywczak nie był wcale tak blisko. Złapałem komórkę i sprawdziłem godzinę – trzynasta. Byłem aż tak zmęczony? Westchnąłem ciężko; miałem dzisiaj dużo pracy, a już tyle czasu zmarnowałem. Przetarłem oczy knykciami i lekko klepnąłem się w policzki, po czym wstałem z łóżka, uświadomiwszy sobie, że wcale nie czuję się wypoczęty, a jakoś dziwnie… ociężały. Z roztargnieniem zauważyłem, że laptop leży włączony na biurku z otwartym jakimś dokumentem. Sehun pisał pracę?

Nie patrzyłem jednak na nią, tylko poszedłem prosto do kuchni, gdzie był zaginiony, zupełnie jak się spodziewałem. Gdy mnie zobaczył, uśmiechnął się lekko. Odwzajemniłem gest, oczywiście.

- Lepiej? – spytałem, opierając się o blat.

Zastanowił się trochę. – Ani trochę – przyznał szczerze. – Chociaż chyba nie mam już gorączki. W każdym razie musiałem coś zacząć pisać w końcu, bo nie zdążę. – Westchnął, upijając łyk kawy prawdopodobnie. – No i się umyć.

Zaśmiałem się. No tak.

Po krótkiej rozmowie i nafaszerowaniu się lekami wrócił do pracy, ja też zająłem się swoją, tylko że w salonie, by wzajemnie sobie nie przeszkadzać. Mimo wszystko czasami lepiej pobyć sam na sam ze swoją robotą, nieważne jak bardzo się kogoś kocha. Mimo wszystko nie mogłem pozbyć się myśli, że Hunnie może być jeszcze za słaby, by dać z siebie sto procent. To niemożliwe, skoro nie jest zdrowy nawet w jednej drugiej. Potem zjedliśmy obiad i tak zleciała sobota. To musi być magia, że czas leci tak niesamowicie szybko wtedy, gdy najmniej się tego chce.

Kiedy wieczorem wszedłem do naszego pokoju, Sehun znowu spał. Z jednej strony ulżyło mi, że udało mu się zasnąć, acz z drugiej żałowałem, że spędziłem dzisiaj z nim tak mało chwil. Pochyliwszy się nad łóżkiem, pocałowałem go w usta na tyle lekko, by się nie zbudził. Oczywiście, że powinien spać, czy mi się to podoba, czy nie. Kiedy się wyprostowałem, odruchowo spojrzałem na biurko i ku mojemu zaskoczeniu, wciąż był uruchomiony. Przypuściłem, że chłopak chciał się na chwilę położyć, ale zwyczajnie odpadł, trudno mu się dziwić zresztą.

Usiadłem przed komputerem i poruszyłem myszką, by wygaszacz się wyłączył, po czym aż wybałuszyłem oczy. Sehun napisał naprawdę dużo, widać, że wziął się za to porządnie – a przynajmniej się starał. Dlaczego tak mówię? Przeczytałem tekst od początku do końca i, niestety, nie był najlepszy. Starał się, to nie podlega nawet dyskusji, ale nie zawsze dobre chęci są wystarczające. Musiałem przyznać, że przez dobrą chwilę panikowałem w duchu. Co, jeśli ta okropna grypa się przedłuży i nie będzie w stanie nawet tego poprawić? Zacząłem się denerwować na poważnie, dopiero kilka głębokich wdechów podziałało i mogłem szybko podjąć decyzję. Co prawda nie powinienem się tak rządzić, ale sądziłem, że raczej mu tym nie zaszkodzę, a może nawet pomogę. Nie edytowałem dokumentu bezpośrednio, bo to byłoby zdecydowanie nie w porządku, ale zacząłem pisać w nowym oknie.

W trakcie tej czynności musiałem sprawdzać mnóstwo rzeczy w notatkach Sehuna, w szczególności, że nie posiadałem takiej wiedzy jak on. Ja, głupi nauczyciel, który zatrzymał się na etapie materiału, który musiałem przekazywać swoim uczniom, już raczej bez progresu dla samego siebie... Uświadamiałem sobie, jak mało wiem. Czemu przestałem się uczyć? Uznałem, że nowe rzeczy nie są mi potrzebne? Cóż, kiedyś byłem jakiś bardziej ambitny.

Pracowałem długo i godziny przesiedziane na krześle powoli traktowały moje plecy bólem, tak samo jak jasny ekran laptopa sprawił, że musiałem mrużyć oczy. Jedynym źródłem światła był właśnie monitor i mała lampka stojąca na biurku, przy którym siedziałem. 

Przetarłszy oczy po raz wtóry, orientacyjnie odwróciłem się za siebie, chcąc popatrzyć na śpiącego Sehuna. W tamtej też chwili myślałem, że serce przestało mi bić na kilka sekund. Młodszy nie spał.

- Co robisz? - zapytał. Nie wiedziałem, czy robiłem dobrze, więc momentalnie poczułem się winny. Po co się wtrącam? Przez moment szukając odpowiedzi, zdecydowałem się na najlepszą z opcji. Otóż - szczerość. Pamiętając o rzeczowości, postawiłem też na bezkonfliktowy ton. Jeszcze kłótni nam tu brakowało.

- Czytam twoją pracę - odpowiedziałem, odwracając się do niego twarzą. - Nie chcę krytykować, ale miałeś lepsze, dużo lepsze. Nie powinieneś pisać, jeśli dalej jesteś zmęczony, Hunnie.

- Mówiłem już, że inaczej nie zdążę - mruknął, podciągając się do pozycji siedzącej.

Odparłem, że rozumiem jego tok myślenia. - No więc przeczytałem i chciałem pomóc. Nie usunąłem nic twojego, więc jeśli nie chcesz, nie musisz nic zmieniać...

- Luhan, czy ty nie powinieneś spać? Która jest godzina? - zapytał. 

- Hmmm... - Chrząknąłem. W zasadzie to nie wiedziałem, straciłem poczucie czasu. Z roztargnieniem spojrzałem na godzinę na ekranie laptopa. - Po czwartej.

Sehun skrzywił się.

- Teraz mam wyrzuty sumienia przez ciebie - powiedział trochę zrzędliwie. - Zadowolony? 

Zignorowałem to. Przecież takiej reakcji się spodziewał, tak czy nie?

- Przejrzysz to potem chociaż? Jest jeszcze sporo do zrobienia, ale później mogę ci pomóc.

Westchnął. 

- Masz rację, muszę szybko wyzdrowieć, bo zaczynasz świrować. Wyłącz to już. - Chyba zadrżał i szczelniej przykrył się kołdrą. - Proszę?

Zawahałem się. Jeszcze nie byłem taki śpiący.

- Luhan, strasznie źle się czuję i nie chce mi się nawet na ciebie złościć, po prostu zapisz, co napisałeś i wyłącz komputer.

Cóż mogłem zrobić? Posłuchałem się. Jutro też był dzień, a musiałem trochę pospać, żeby myśleć w miarę trzeźwo. Wkrótce przebrałem się w coś wygodniejszego i położyłem do łóżka.

- Daj sobie pomóc - mruknąłem, przysuwając się do niego maksymalnie blisko. Dłońmi odnalazłem jego boki, wsunąłem je pod koszulkę i rękami oplotłem go w pasie. - Daj sobie spokój z dumą i takimi tam. Musisz to napisać jak najlepiej, więc...

Zamiast odpowiedzieć od razu, kilka razy pocałował mnie w szyję w taki sposób, że kosztowało mnie mnóstwo samokontroli, by się na niego nie rzucić. Przyjemne dreszcze przepłynęły przez moje ciało.

- Dziękuję - powiedział z mocą, z wyraźną wdzięcznością w głosie. Odetchnąłem z ulgą, bezwiednie przesunąwszy paznokciami wzdłuż pleców blondyna. Poczułem, jak drgnął (zarejestrowałem to z pewną samolubną satysfakcją). 

- Spać - mruknął niewyraźnie. Odchrząknął. - Chodźmy spać. Jak tak dalej pójdzie...

Zaśmiałem się głośno.

- To w ogóle nie wstaniemy z łóżka, cóż.

- Właśnie - potwierdził.

Prawdę mówiąc nie miałbym nic przeciwko, gdyby to zależało tylko ode mnie, a nie od mojej pracy, jego uczelni i całej reszty. Ale gdy zacząłbym narzekać, nigdy bym nie skończył.

Musnąłem ustami jego usta, by następnie intensywnie go pocałować. Kto nie chciałby zasypiać w taki sposób? Jutro był nowy dzień, któremu trzeba było stawić czoła. Wierzyłem, że ten pocałunek doda mi optymalną ilość energii i entuzjazmu.

Miałem tylko nadzieję, że mnie nie zaraził!